Jak śląski lekarz uratował Anglię. Nieznana historia Elżbiety I
Jesienią 1562 roku Anglia znalazła się bliżej katastrofy, niż większość jej mieszkańców zdawała sobie sprawę. Młoda Elżbieta I miała zaledwie 29 lat i panowała dopiero od czterech lat. Nie była zamężna, nie miała dzieci i nie wskazała następcy tronu. Gdy nagle ciężko zachorowała, całe państwo stanęło przed pytaniem, którego obawiano się od dnia jej koronacji: Co stanie się z Anglią, jeśli królowa umrze?
To właśnie wtedy na scenie pojawił się człowiek, którego
dziś pamięta niewielu historyków - pochodzący ze Śląska lekarz i alchemik
Burchard Kranich.
Królowa zaczęła gasnąć
W październiku 1562 roku Elżbieta przebywała w Hampton
Court. Początkowo wydawało się, że cierpi na zwykłą infekcję. Pojawiła się
gorączka, osłabienie i bóle ciała. Jednak stan królowej szybko się pogarszał. Nie
mogła normalnie funkcjonować, miała problemy z koncentracją, a wysoka gorączka
utrzymywała się przez kolejne dni. Lekarze byli zdezorientowani. Objawy nie
pasowały jednoznacznie do żadnej z powszechnie znanych chorób. Najbardziej
niepokojące było to, że nie pojawiały się charakterystyczne zmiany skórne. W
XVI wieku medycyna opierała się głównie na obserwacji. Jeśli nie było wysypki,
trudno było rozpoznać ospę prawdziwą. A właśnie ta choroba siała w Europie
największy postrach.
Dwór przygotowywał się na śmierć królowej
Stan Elżbiety stał się tak poważny, że członkowie Tajnej
Rady zaczęli spotykać się nie po to, aby omawiać leczenie, lecz sukcesję. To
był koszmar każdego angielskiego polityka. Królowa nie miała dzieci. Nie miała
męża. Nie wyznaczyła następcy. Wspomnienie niedawych wojen domowych wciąż było
żywe. Wielu obawiało się, że śmierć Elżbiety doprowadzi do nowej walki o
koronę. Wśród kandydatów wymieniano między innymi Catherine Grey, wnuczkę
młodszej siostry Henryka VIII. Według części źródeł ministrowie naciskali nawet
na królową, aby jeszcze przed śmiercią wskazała następcę. Elżbieta odmówiła.
Człowiek ze Śląska
W tym samym czasie przy dworze przebywał Burchard Kranich. Urodził
się na Śląsku, prawdopodobnie w okolicach Wrocławia. Był postacią niezwykłą
nawet jak na XVI wiek. Łączył wiedzę medyczną z zainteresowaniem alchemią,
górnictwem i poszukiwaniem złóż metali. Kranich cieszył się opinią człowieka
ekscentrycznego, ale jednocześnie bardzo pewnego siebie. Gdy inni lekarze nie
potrafili określić przyczyny choroby królowej, miał postawić odważną diagnozę. Według
późniejszych relacji stwierdził, że Elżbieta cierpi na ospę prawdziwą. Było to
o tyle niezwykłe, że charakterystyczna wysypka na ciele jeszcze się nie pojawiła.
Królowa nie chciała wierzyć
Diagnoza Kranicha nie została przyjęta z entuzjazmem. Ospa
była jedną z najbardziej przerażających chorób epoki. Zabijała tysiące ludzi, a
ci, którzy przeżyli, często pozostawali oszpeceni na całe życie. Dla młodej
królowej była to perspektywa niemal równie przerażająca jak śmierć. Elżbieta
słynęła z dumy i przywiązywała ogromną wagę do swojego wyglądu. Utrata urody
mogła mieć także konsekwencje polityczne. W końcu europejscy monarchowie wciąż
rozważali małżeństwo z angielską królową. Początkowo więc nie wszyscy
potraktowali diagnozę śląskiego lekarza poważnie.
Wysypka pojawiła się później
Po kilku dniach sytuacja stała się dramatyczna. Gorączka
Elżbiety nie ustępowała, a jej stan wciąż się pogarszał. Królowa była
wyczerpana, osłabiona i coraz bardziej przypominała osobę walczącą o życie niż
młodą monarchinię u progu wielkiego panowania. W tym czasie przypomniano sobie
o diagnozie Burcharda Kranicha. Według późniejszych przekazów Kranich poczuł
się urażony brakiem zaufania i oddalił się od dworu. Teraz jednak sytuacja była
tak poważna, że postanowiono go sprowadzić z powrotem. Niektóre relacje
sugerują wręcz, że został niemal zmuszony do powrotu, ponieważ pozostali medycy
nie potrafili skutecznie pomóc chorej królowej.
Gdy ponownie stanął przy łóżku Elżbiety, miał zarządzić
leczenie, które nawet jak na XVI wiek wydawało się niezwykle radykalne. Kazał
szczelnie owinąć królową grubymi tkaninami i kocami. W kominku rozpalono bardzo
silny ogień, aby podnieść temperaturę pomieszczenia. Jednocześnie nakazał
podawać chorej duże ilości gorących napojów. Celem było wywołanie intensywnego
pocenia się organizmu. Dziś taka metoda może wydawać się osobliwa, ale wielu
lekarzy epoki wierzyło, że w ten sposób można pomóc organizmowi „wypchnąć”
chorobę na zewnątrz. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Po kilku dniach na
ciele królowej zaczęły pojawiać się charakterystyczne krosty. Dla współczesnych
był to przerażający widok, ale dla Kranicha stanowił potwierdzenie jego
diagnozy. Ospa prawdziwa ujawniła się w pełni.
Paradoksalnie pojawienie się wysypki przyniosło także pewną
ulgę. Po raz pierwszy lekarze wiedzieli już dokładnie, z czym walczą. Kranich
miał triumfować - od początku twierdził, że to ospa, i okazało się, że miał
rację.
Najważniejsze było jednak coś innego. Wraz z pojawieniem się wysypki gorączka zaczęła stopniowo ustępować. Organizm królowej najwyraźniej
pokonał najgroźniejszą fazę choroby. Po wielu dniach niepewności pojawiła się
nadzieja, że Elżbieta przeżyje. A wraz z jej wyzdrowieniem Anglia uniknęła
kryzysu sukcesyjnego, który mógł całkowicie zmienić historię kraju. W oczach
wielu współczesnych to właśnie śląski lekarz Burchard Kranich stał się
człowiekiem, który uratował królową i być może całe jej przyszłe panowanie.
Po uratowaniu królowej Kranich nie otrzymał jedynie wynagrodzenia pieniężnego. Królowa obdarzyła go także szeregiem przywilejów i nadała mu status, o jakim większość cudzoziemców mogła tylko marzyć. W 1565 roku Elżbieta przyznała mu prawo do użytkowania dóbr ziemskich należących wcześniej do Korony oraz znaczące dochody z eksploatacji kopalń. Co więcej, Kranich otrzymał przywilej poszukiwania i wydobywania rud metali w różnych częściach Anglii. W praktyce stał się jednym z królewskich przedsiębiorców górniczych.
Choroba, która mogła zmienić historię
Ostatecznie Elżbieta przeżyła. Jej organizm okazał się
silniejszy, niż przypuszczano. Królowa wróciła do zdrowia i co było rzadkością w przypadku tej choroby - prawdopodobnie uniknęła poważnego oszpecenia twarzy. Niektórzy historycy przypuszczają, że mogły pozostać drobne ślady po chorobie, jednak współczesne źródła nie wskazują na głębokie blizny. Mniej szczęścia miała jej dama dworu, Mary Dudley (Sidney), która pielęgnowała królową, sama zaraziła się ospą i została trwale, głęboko okaleczona.
Co by było, gdyby umarła?
To pytanie fascynuje historyków do dziś. Gdyby Elżbieta
zmarła jesienią 1562 roku: nie byłoby jej czterdziestopięcioletnich rządów, nie
doszłoby do zwycięstwa nad Spanish Armada, nie narodziłby się mit „złotego
wieku Elżbiety”, a Anglia mogłaby pogrążyć się w kolejnej wojnie o sukcesję.
W pewnym sensie los jednego z najsłynniejszych okresów w
historii Anglii przez kilka październikowych dni wisiał na włosku. A jednym z
niewielu ludzi, którzy od początku rozumieli, z czym mierzy się królowa, był
zapomniany dziś lekarz ze Śląska - Burchard Kranich.
Komentarze
Prześlij komentarz