Jak śląski lekarz uratował Anglię. Nieznana historia Elżbiety I

Jesienią 1562 roku Anglia znalazła się bliżej katastrofy, niż większość jej mieszkańców zdawała sobie sprawę. Młoda Elżbieta I miała zaledwie 29 lat i panowała dopiero od czterech lat. Nie była zamężna, nie miała dzieci i nie wskazała następcy tronu. Gdy nagle ciężko zachorowała, całe państwo stanęło przed pytaniem, którego obawiano się od dnia jej koronacji: Co stanie się z Anglią, jeśli królowa umrze?

To właśnie wtedy na scenie pojawił się człowiek, którego dziś pamięta niewielu historyków - pochodzący ze Śląska lekarz i alchemik Burchard Kranich.

Królowa zaczęła gasnąć

W październiku 1562 roku Elżbieta przebywała w Hampton Court. Początkowo wydawało się, że cierpi na zwykłą infekcję. Pojawiła się gorączka, osłabienie i bóle ciała. Jednak stan królowej szybko się pogarszał. Nie mogła normalnie funkcjonować, miała problemy z koncentracją, a wysoka gorączka utrzymywała się przez kolejne dni. Lekarze byli zdezorientowani. Objawy nie pasowały jednoznacznie do żadnej z powszechnie znanych chorób. Najbardziej niepokojące było to, że nie pojawiały się charakterystyczne zmiany skórne. W XVI wieku medycyna opierała się głównie na obserwacji. Jeśli nie było wysypki, trudno było rozpoznać ospę prawdziwą. A właśnie ta choroba siała w Europie największy postrach.

Queen Elizabeth I sick with smallpox autorstwa brytyjskiego malarza George'a Adolphusa Storeya z 1877 roku

Dwór przygotowywał się na śmierć królowej

Stan Elżbiety stał się tak poważny, że członkowie Tajnej Rady zaczęli spotykać się nie po to, aby omawiać leczenie, lecz sukcesję. To był koszmar każdego angielskiego polityka. Królowa nie miała dzieci. Nie miała męża. Nie wyznaczyła następcy. Wspomnienie niedawych wojen domowych wciąż było żywe. Wielu obawiało się, że śmierć Elżbiety doprowadzi do nowej walki o koronę. Wśród kandydatów wymieniano między innymi Catherine Grey, wnuczkę młodszej siostry Henryka VIII. Według części źródeł ministrowie naciskali nawet na królową, aby jeszcze przed śmiercią wskazała następcę. Elżbieta odmówiła.

Człowiek ze Śląska

W tym samym czasie przy dworze przebywał Burchard Kranich. Urodził się na Śląsku, prawdopodobnie w okolicach Wrocławia. Był postacią niezwykłą nawet jak na XVI wiek. Łączył wiedzę medyczną z zainteresowaniem alchemią, górnictwem i poszukiwaniem złóż metali. Kranich cieszył się opinią człowieka ekscentrycznego, ale jednocześnie bardzo pewnego siebie. Gdy inni lekarze nie potrafili określić przyczyny choroby królowej, miał postawić odważną diagnozę. Według późniejszych relacji stwierdził, że Elżbieta cierpi na ospę prawdziwą. Było to o tyle niezwykłe, że charakterystyczna wysypka na ciele jeszcze się nie pojawiła.

Królowa nie chciała wierzyć

Diagnoza Kranicha nie została przyjęta z entuzjazmem. Ospa była jedną z najbardziej przerażających chorób epoki. Zabijała tysiące ludzi, a ci, którzy przeżyli, często pozostawali oszpeceni na całe życie. Dla młodej królowej była to perspektywa niemal równie przerażająca jak śmierć. Elżbieta słynęła z dumy i przywiązywała ogromną wagę do swojego wyglądu. Utrata urody mogła mieć także konsekwencje polityczne. W końcu europejscy monarchowie wciąż rozważali małżeństwo z angielską królową. Początkowo więc nie wszyscy potraktowali diagnozę śląskiego lekarza poważnie.

Wysypka pojawiła się później

Po kilku dniach sytuacja stała się dramatyczna. Gorączka Elżbiety nie ustępowała, a jej stan wciąż się pogarszał. Królowa była wyczerpana, osłabiona i coraz bardziej przypominała osobę walczącą o życie niż młodą monarchinię u progu wielkiego panowania. W tym czasie przypomniano sobie o diagnozie Burcharda Kranicha. Według późniejszych przekazów Kranich poczuł się urażony brakiem zaufania i oddalił się od dworu. Teraz jednak sytuacja była tak poważna, że postanowiono go sprowadzić z powrotem. Niektóre relacje sugerują wręcz, że został niemal zmuszony do powrotu, ponieważ pozostali medycy nie potrafili skutecznie pomóc chorej królowej.

Gdy ponownie stanął przy łóżku Elżbiety, miał zarządzić leczenie, które nawet jak na XVI wiek wydawało się niezwykle radykalne. Kazał szczelnie owinąć królową grubymi tkaninami i kocami. W kominku rozpalono bardzo silny ogień, aby podnieść temperaturę pomieszczenia. Jednocześnie nakazał podawać chorej duże ilości gorących napojów. Celem było wywołanie intensywnego pocenia się organizmu. Dziś taka metoda może wydawać się osobliwa, ale wielu lekarzy epoki wierzyło, że w ten sposób można pomóc organizmowi „wypchnąć” chorobę na zewnątrz. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Po kilku dniach na ciele królowej zaczęły pojawiać się charakterystyczne krosty. Dla współczesnych był to przerażający widok, ale dla Kranicha stanowił potwierdzenie jego diagnozy. Ospa prawdziwa ujawniła się w pełni.

Paradoksalnie pojawienie się wysypki przyniosło także pewną ulgę. Po raz pierwszy lekarze wiedzieli już dokładnie, z czym walczą. Kranich miał triumfować - od początku twierdził, że to ospa, i okazało się, że miał rację.

Najważniejsze było jednak coś innego. Wraz z pojawieniem się wysypki gorączka zaczęła stopniowo ustępować. Organizm królowej najwyraźniej pokonał najgroźniejszą fazę choroby. Po wielu dniach niepewności pojawiła się nadzieja, że Elżbieta przeżyje. A wraz z jej wyzdrowieniem Anglia uniknęła kryzysu sukcesyjnego, który mógł całkowicie zmienić historię kraju. W oczach wielu współczesnych to właśnie śląski lekarz Burchard Kranich stał się człowiekiem, który uratował królową i być może całe jej przyszłe panowanie.

Po uratowaniu królowej Kranich nie otrzymał jedynie wynagrodzenia pieniężnego. Królowa obdarzyła go także szeregiem przywilejów i nadała mu status, o jakim większość cudzoziemców mogła tylko marzyć. W 1565 roku Elżbieta przyznała mu prawo do użytkowania dóbr ziemskich należących wcześniej do Korony oraz znaczące dochody z eksploatacji kopalń. Co więcej, Kranich otrzymał przywilej poszukiwania i wydobywania rud metali w różnych częściach Anglii. W praktyce stał się jednym z królewskich przedsiębiorców górniczych.

Choroba, która mogła zmienić historię

Ostatecznie Elżbieta przeżyła. Jej organizm okazał się silniejszy, niż przypuszczano. Królowa wróciła do zdrowia i co było rzadkością w przypadku tej choroby - prawdopodobnie uniknęła poważnego oszpecenia twarzy. Niektórzy historycy przypuszczają, że mogły pozostać drobne ślady po chorobie, jednak współczesne źródła nie wskazują na głębokie blizny. Mniej szczęścia miała jej dama dworu, Mary Dudley (Sidney), która pielęgnowała królową, sama zaraziła się ospą i została trwale, głęboko okaleczona. 

Co by było, gdyby umarła?

To pytanie fascynuje historyków do dziś. Gdyby Elżbieta zmarła jesienią 1562 roku: nie byłoby jej czterdziestopięcioletnich rządów, nie doszłoby do zwycięstwa nad Spanish Armada, nie narodziłby się mit „złotego wieku Elżbiety”, a Anglia mogłaby pogrążyć się w kolejnej wojnie o sukcesję.

W pewnym sensie los jednego z najsłynniejszych okresów w historii Anglii przez kilka październikowych dni wisiał na włosku. A jednym z niewielu ludzi, którzy od początku rozumieli, z czym mierzy się królowa, był zapomniany dziś lekarz ze Śląska - Burchard Kranich.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lady Jane Grey - cudowne dziecko Tudorów, które nie chciało korony

Dwie kuzynki, dwie królowe i rywalki. Jak Elżbieta I skazała na śmierć własną krewną

Ostatni prawowity Plantagenet? Dlaczego Ryszard II tak łatwo stracił tron?