Dwie kuzynki, dwie królowe i rywalki. Jak Elżbieta I skazała na śmierć własną krewną

Historia Anglii pełna jest dramatycznych konfliktów, ale niewiele z nich dorównuje opowieści o Elżbiecie I i Marii Stuart. Były królowymi, były kuzynkami, a przez pewien czas nawet korespondowały ze sobą z serdecznością. Mimo to ich historia zakończyła się na szafocie. Co najbardziej niezwykłe, obie kobiety nigdy nie spotkały się twarzą w twarz. Przez niemal dwadzieścia lat ich losy pozostawały ze sobą nierozerwalnie związane. Jedna miała tron Anglii. Druga miała do niego prawa. Jedna była symbolem protestanckiej Anglii. Druga nadzieją katolików. Ostatecznie jedna musiała zdecydować, czy druga będzie żyć.

                                                                                              Maria Stuart 

Maria Stuart była jedną z najbardziej tragicznych postaci XVI wieku. Urodziła się w 1542 roku jako córka szkockiego króla Jakuba V z dynastii Stuartów. Miała zaledwie sześć dni, gdy jej ojciec zmarł. W ten sposób niemowlę zostało królową Szkocji.

Już od chwili narodzin los Marii był nierozerwalnie związany nie tylko ze Szkocją, ale również z Anglią. Jej babką była Małgorzata Tudor, starsza siostra Henryka VIII, co czyniło Marię prawnuczką Henryka VII Tudora i bliską krewną angielskiej rodziny królewskiej. Dzięki temu posiadała bardzo silne prawa do korony Anglii. Przez wiele lat nie miało to większego znaczenia. Wszystko zmieniło się jednak, gdy na angielski tron wstąpiła Elżbieta I. Wielu europejskich katolików nie uznawało jej za prawowitą królową. Uważali bowiem, że małżeństwo Henryka VIII z Anne Boleyn było nieważne, a ich córka nie powinna dziedziczyć tronu. W ich oczach prawowitą następczynią Tudorów była właśnie Maria Stuart. Niektórzy twierdzili nawet, że to ona, a nie Elżbieta, jest legalną królową Anglii.

Sama Maria przez długi czas nie zdawała sobie sprawy, jak wielkie znaczenie będzie miało to pokrewieństwo. Jej dzieciństwo upływało daleko od politycznych sporów. Aby chronić ją przed niepokojami w Szkocji i angielskimi próbami podporządkowania sobie kraju, już jako kilkuletnie dziecko wysłano ją do Francji. Tam dorastała na jednym z najbogatszych i najbardziej wyrafinowanych dworów Europy. Otrzymała staranne wykształcenie, mówiła biegle po francusku, łacinie i włosku, grała na instrumentach, pisała poezję i słynęła z urody. W przeciwieństwie do swojej kuzynki Elżbiety, której dzieciństwo upłynęło w cieniu politycznych dramatów Tudorów, Maria wychowywała się w otoczeniu muzyki, sztuki i dworskiego przepychu. Francuski dwór stał się jej prawdziwym domem. To właśnie tam poznała młodego następcę tronu Franciszka. Oboje wychowywali się razem od dzieciństwa i z biegiem lat połączyło ich szczere uczucie. W wieku szesnastu lat Maria poślubiła Franciszka, a współcześni obserwatorzy zgodnie podkreślali, że młody książę był w niej bezgranicznie zakochany. Chętnie spędzał z nią czas, szukał jej towarzystwa i był jej całkowicie oddany.

Maria odwzajemniała te uczucia. Po latach wspominała ten okres jako jeden z najszczęśliwszych w swoim życiu. W przeciwieństwie do wielu dynastycznych małżeństw XVI wieku ich związek nie był oparty wyłącznie na polityce. Franciszek był łagodny i spokojny, a Maria po raz pierwszy mogła poczuć się nie tylko królową, ale również kochaną kobietą. 

W 1559 roku Franciszek objął tron Francji, a siedemnastoletnia Maria została królową jednego z najpotężniejszych państw Europy. Wydawało się, że los obdarzył ją wszystkim: młodością, urodą, miłością i dwiema koronami. Szczęście trwało jednak bardzo krótko. Franciszek od dzieciństwa był chorowity i słaby fizycznie. W grudniu 1560 roku zmarł po ciężkiej infekcji, mając zaledwie szesnaście lat. Maria miała wtedy osiemnaście lat. Straciła ukochanego męża, pozycję królowej Francji i kraj, który od dzieciństwa uważała za swój dom. Wielu historyków uważa, że była to pierwsza z wielkich tragedii, które miały naznaczyć całe jej życie.

Jako młoda wdowa musiała opuścić Francję i wrócić do Szkocji - kraju, którego właściwie nie znała i który wkrótce miał stać się sceną jej największych dramatów.

Dwie kobiety, których losy były podobne

Choć historia przedstawia Elżbietę I i Marię Stuart jako rywalki, kobiety miały ze sobą zaskakująco wiele wspólnego. Obie zostały królowymi bardzo młodo. Obie straciły matki we wczesnym dzieciństwie. Obie były wykorzystywane przez polityków i możnych. Obie żyły pod nieustanną presją dotyczącą małżeństwa i następcy tronu. I obie doskonale rozumiały, jak samotne potrafi być życie kobiety na tronie w XVI wieku. Właśnie dlatego ich pierwsze listy były zaskakująco serdeczne. Zwracały się do siebie jako „siostry” i „kuzynki”. Elżbieta wielokrotnie proponowała osobiste spotkanie. Do spotkania jednak nigdy nie doszło.

Miłość, która miała ją uratować

Po śmierci Franciszka II Maria wróciła do Szkocji jako młoda wdowa. Miała zaledwie osiemnaście lat. Przez kilka kolejnych lat pozostawała sama, a europejskie dwory uważnie obserwowały, kogo wybierze na kolejnego męża. Wśród kandydatów szczególne miejsce zajmował Henryk Stuart, lord Darnley.

Maria znała go od dawna. Oboje należeli do tej samej wielkiej rodziny Tudorów i Stuartów. Darnley był wysoki, przystojny, dobrze zbudowany i miał opinię niezwykle atrakcyjnego młodzieńca. Gdy po latach spotkali się ponownie w 1565 roku, Maria była nim oczarowana. Wielu współczesnych obserwatorów pisało, że zakochała się niemal od pierwszego wejrzenia. Darnley wydawał się idealnym kandydatem. Był młody, miał królewskie pochodzenie i podobnie jak Maria posiadał prawa do angielskiego tronu. Ich ewentualne dzieci mogły kiedyś połączyć roszczenia obu rodzin. Królowa była tak zauroczona, że zignorowała liczne ostrzeżenia swoich doradców.

Człowiek, którego stworzyła matka

Problem polegał na tym, że za urodą Darnleya nie kryły się ani szczególne zdolności polityczne, ani silny charakter. Przez całe życie pozostawał pod ogromnym wpływem swojej matki, Lady Margaret Douglas. Była ona wnuczką Henryka VII i kobietą niezwykle ambitną. Marzyła, by jej syn pewnego dnia nosił koronę. Wielu współczesnych uważało, że to właśnie ona od dzieciństwa wpajała Darnleyowi przekonanie o jego wyjątkowym przeznaczeniu. Sam Henryk nie dorósł jednak do wielkich ambicji. Ambasadorowie opisywali go jako człowieka próżnego, niedojrzałego i niezbyt błyskotliwego. Szybko obrażał się na innych, był zazdrosny o władzę i źle znosił sytuacje, w których nie znajdował się w centrum uwagi. Maria początkowo tego nie dostrzegała. Widziała przystojnego kuzyna, który okazywał jej zainteresowanie i podziw. Po latach samotności oraz po stracie ukochanego Franciszka łatwo było uwierzyć, że los daje jej drugą szansę na szczęście.

Rozczarowanie przyszło bardzo szybko

Już kilka miesięcy po ślubie okazało się, że małżeństwo jest katastrofą. Darnley oczekiwał nie tylko tytułu króla, ale również realnej władzy. Chciał współrządzić ze swoją żoną, wydawać polecenia i uczestniczyć we wszystkich decyzjach państwowych. Maria nie zamierzała jednak oddać mu kontroli nad krajem. To doprowadziło do gwałtownych konfliktów. Darnley stawał się coraz bardziej zgorzkniały i nieprzewidywalny. Zaczął otaczać się ludźmi wrogo nastawionymi do królowej. W końcu jego frustracja doprowadziła do jednego z najbardziej szokujących wydarzeń w historii szkockiego dworu. W marcu 1566 roku grupa spiskowców wtargnęła do komnat ciężarnej Marii i zamordowała jej sekretarza Davida Rizzia. Królowa była w szóstym miesiącu ciąży. Rizzio został zadźgany na jej oczach dziesiątkami ciosów noża. Wielu historyków uważa, że właśnie wtedy Maria ostatecznie przestała kochać Darnleya. Od tego momentu ich małżeństwo było już tylko politycznym koszmarem prowadzącym do tragedii, która miała nastąpić kilka miesięcy później.

W kolejnych miesiącach relacje między małżonkami stały się niemal otwarcie wrogie. Darnley był izolowany na dworze, coraz mniej osób mu ufało, a nawet jego dawni sojusznicy zaczęli się od niego odwracać. Jednocześnie ciężko zachorował - prawdopodobnie na ospę lub kiłę, choć historycy do dziś spierają się o diagnozę. Osłabiony i odsunięty od władzy zamieszkał w niewielkim domu Kirk o' Field pod Edynburgiem.

W nocy z 9 na 10 lutego 1567 roku doszło tam do wydarzenia, które do dziś pozostaje jedną z największych zagadek szkockiej historii. Potężna eksplozja zniszczyła budynek niemal doszczętnie. Wydawało się oczywiste, że Darnley zginął w wybuchu. Gdy jednak odnaleziono jego ciało, okazało się, że leży poza ruinami domu. Co więcej, zwłoki nie nosiły śladów poparzeń ani obrażeń typowych dla ofiar eksplozji. W pobliżu znaleziono również ciało jego sługi.

Współcześni śledczy doszli do wniosku, że Darnley prawdopodobnie zdołał uciec z budynku jeszcze przed wybuchem. Wszystko wskazywało jednak na to, że został zamordowany już na zewnątrz – najprawdopodobniej uduszony. Niemal natychmiast zaczęto zadawać pytanie: kto wydał rozkaz?

Głównym podejrzanym stał się James Hepburn, hrabia Bothwell, jeden z najpotężniejszych szkockich możnych. Problem polegał na tym, że zaledwie kilka miesięcy później Maria Stuart poślubiła właśnie Bothwella. Dla wielu współczesnych był to dowód, że królowa musiała wiedzieć o spisku, a być może nawet brała w nim udział. Do dziś nie znaleziono jednak niepodważalnego dowodu jej winy. Część historyków uważa, że Maria mogła być niewinna i stała się ofiarą politycznej manipulacji. Inni są przekonani, że wiedziała więcej, niż chciała przyznać. Niezależnie od prawdy jedno jest pewne – śmierć Darnleya zniszczyła reputację królowej. W oczach wielu poddanych przestała być ofiarą nieszczęśliwego małżeństwa, a zaczęła być postrzegana jako kobieta uwikłana w morderstwo własnego męża.

Największy błąd w jej życiu

W 1568 roku Maria podjęła decyzję, która zaważyła na jej losie. Uciekła ze Szkocji i zwróciła się o pomoc do Elżbiety. Wydawało się to logiczne. Były przecież krewnymi i królowymi. Maria była przekonana, że kuzynka pomoże jej odzyskać tron. Elżbieta stanęła przed dramatycznym dylematem. Z jednej strony współczuła Marii. Sama była kobietą i monarchinią. Doskonale wiedziała, jak niebezpieczne jest podważanie władzy legalnego władcy. Z drugiej strony Maria była potencjalną rywalką do angielskiego tronu. Wpuszczenie jej na wolność mogło doprowadzić do wojny domowej. Elżbieta wybrała rozwiązanie pośrednie. Nie wydała Marii jej wrogom. Ale też nie pozwoliła jej odejść. Tak rozpoczęło się dziewiętnaście lat niewoli.

Więź pełna sprzeczności

Przez następne lata obie kobiety nadal wymieniały listy. Maria wielokrotnie błagała o spotkanie. Elżbieta odmawiała. Historycy często podkreślają, że królowa Anglii mogła czuć wobec Marii coś więcej niż tylko polityczny lęk. Maria była wszystkim tym, czym Elżbieta nigdy nie została. Była żoną. Była matką. Miała syna, który pewnego dnia mógł odziedziczyć tron. Elżbieta z kolei posiadała coś, czego Maria już nigdy nie odzyskała. Władzę.

Spiski i strach

Z biegiem lat sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Katoliccy spiskowcy zaczęli traktować Marię jako symbol oporu przeciwko protestanckiej Anglii. Powstawały kolejne plany uwolnienia jej i obalenia Elżbiety. Najważniejszy był spisek Babingtona z 1586 roku. Angielskie służby przechwyciły zaszyfrowaną korespondencję Marii. W listach znalazły dowody, że zgadzała się na plan usunięcia Elżbiety. Dla ministrów królowej sprawa była jasna. Maria stała się zagrożeniem dla państwa.

Wyrok, którego Elżbieta nie chciała podpisać

To jeden z najbardziej fascynujących momentów tej historii. Wbrew popularnym wyobrażeniom Elżbieta nie podpisała wyroku z radością. Przeciwnie. Przez tygodnie zwlekała. Zmieniała zdanie. Naradzała się z ministrami. Bała się konsekwencji. Nigdy wcześniej w Europie panująca królowa nie skazała na śmierć innej namaszczonej monarchini. Elżbieta rozumiała, że tworzy niebezpieczny precedens. Jeśli można stracić jedną królową, można stracić każdą. Ostatecznie jednak polityka zwyciężyła nad sentymentami. W lutym 1587 roku Maria Stuart została stracona.

Nieoczywiste ciekawostki

  • Elżbieta i Maria nigdy się nie spotkały, mimo że przez lata mieszkały zaledwie kilkaset kilometrów od siebie.
  • Przez dziewiętnaście lat niewoli Maria nie siedziała w lochu. Mieszkała w zamkach i dworach, miała własną służbę, sekretarzy, a nawet ulubione psy.
  • Na egzekucję przyszła ubrana w czarną suknię. Gdy ją zdjęła, pod spodem miała czerwony strój - kolor katolickiego męczeństwa.
  • Po ścięciu kat podniósł jej głowę, aby pokazać ją tłumowi. Peruka odłączyła się od czaszki i upadła na ziemię.
  • Syn Marii, Jakub VI Szkocki, po śmierci Elżbiety został królem Anglii jako Jakub I. Paradoksalnie więc dynastia Marii ostatecznie odziedziczyła tron, którego ona sama nigdy nie zdobyła.

Kto naprawdę wygrał?

Na pierwszy rzut oka zwyciężyła Elżbieta. Zachowała tron, pokonała przeciwników i stworzyła potęgę Anglii. Ale historia lubi paradoksy. Elżbieta nie miała dzieci. Maria miała syna. To właśnie syn straconej królowej odziedziczył po Elżbiecie koronę Anglii. W pewnym sensie obie kobiety osiągnęły to, czego pragnęły. Elżbieta zachowała władzę do końca życia. Maria przegrała wszystko za życia, ale jej dynastia ostatecznie zwyciężyła. Dlatego historia tych dwóch kuzynek nie jest opowieścią o zwycięzcy i pokonanej. To raczej historia dwóch kobiet uwięzionych przez politykę, religię i własne pochodzenie - kobiet, które nigdy się nie spotkały, a mimo to na zawsze odmieniły swoje losy.


Maria Stuart prowadzona na szafot (obraz Scipione Vannutellego z 1861 roku)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lady Jane Grey - cudowne dziecko Tudorów, które nie chciało korony

Ostatni prawowity Plantagenet? Dlaczego Ryszard II tak łatwo stracił tron?