Lady Jane Grey - cudowne dziecko Tudorów, które nie chciało korony
Lady Jane Grey nie była przypadkową dziewczyną, którą historia na moment wyniosła na tron – spędziwszy na nim zaledwie 9 dni. W jej żyłach płynęła królewska krew Tudorów, a właśnie to pochodzenie uczyniło ją jednocześnie wyjątkową i śmiertelnie niebezpieczną dla samej siebie.
Jane urodziła się około 1537 roku jako córka Henryka Greya,
markiza Dorset, późniejszego księcia Suffolk, oraz Frances Brandon. To właśnie
przez matkę była blisko spokrewniona z dynastią Tudorów. Frances Brandon była
córką Marii Tudor, młodszej siostry Henryka VIII, oraz Charlesa Brandona,
księcia Suffolk. Oznaczało to, że Jane była prawnuczką Henryka VII i wnuczką
siostry Henryka VIII. Nie była więc „zwykłą arystokratką”, ale osobą z realnym,
choć dalszym, prawem do tronu. To dlatego mówi się o niej czasem jako o
„dziecku królewskim” - nie w sensie córki monarchy, lecz dziewczynki
wychowywanej w kręgu dynastii, blisko dworu, blisko następców tronu i blisko
wielkiej polityki. Była kuzynką Edwarda VI, Marii Tudor i Elżbiety Tudor i towarzyszem ich zabaw dziecięcych.
Jane uchodziła za jedno z najwybitniejszych dzieci epoki Tudorów. Relacje królewskich nauczycieli wskazują, że to właśnie ona wyróżniała się największym intelektualnym potencjałem spośród młodych członków dynastii. Jane otrzymała wybitne
humanistyczne wykształcenie: znała łacinę, grekę, prawdopodobnie hebrajski,
czytała klasyków, interesowała się teologią. Jej protestancka pobożność była
głęboka, intelektualna i bezkompromisowa. W tym sensie była duchową krewną
Edwarda VI - młodego króla, który również był gorliwym protestantem. Ale to nie
sama inteligencja wyniosła ją na tron. Zrobiła to polityka.
Edward VI umierał jako nastolatek i wiedział, że po nim
zgodnie z testamentem Henryka VIII korona powinna przypaść najpierw Marii, a
potem Elżbiecie. Problem polegał na tym, że Maria była katoliczką. Dla
protestanckiego obozu rządzącego oznaczało to groźbę cofnięcia reformacji.
Edward początkowo planował wykluczyć z sukcesji obie siostry i przekazać koronę
męskim potomkom Frances Brandon lub 16-letniej Jane Grey. Kłopot w tym, że
takich potomków nie było. Wtedy projekt sukcesji zmieniono: koronę miała
otrzymać sama Jane. Nie był to więc prosty gest sympatii Edwarda wobec kuzynki.
To była próba ocalenia protestanckiej Anglii przed katolicką Marią.
Jednocześnie była to operacja polityczna, w której ogromną rolę odegrał John
Dudley, książę Northumberland - najpotężniejszy człowiek przy umierającym
królu. I tu pojawia się mąż Jane: Guildford Dudley. Guildford był synem właśnie
Northumberlanda. Jego małżeństwo z Jane, zawarte w 1553 roku, miało ogromne
znaczenie polityczne. Jeśli Jane zostałaby królową, Guildford mógłby zostać
królem-małżonkiem, a jego ojciec zyskałby wpływ na centrum władzy. Dla Jane
było to małżeństwo narzucone, chłodne, dynastyczne. Nie mamy podstaw, by mówić
o wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia. Wręcz przeciwnie, wiele wskazuje na
to, że Jane nie pragnęła ani tego ślubu, ani korony.
Kiedy po śmierci Edwarda VI ogłoszono ją królową, miała
około szesnastu lat. Podobno była wstrząśnięta i niechętna. Nie widziała siebie
jako triumfatorki. Raczej jako osobę wciągniętą w coś, czego nie mogła
zatrzymać. Jej „panowanie” trwało zaledwie dziewięć dni, bo Maria Tudor zdołała
zdobyć poparcie kraju. Anglia, mimo religijnych napięć, uznała, że prawowitą
dziedziczką jest córka Henryka VIII, nie młoda kuzynka postawiona na tronie
przez frakcję Dudleyów. Jane i Guildford trafili do Tower. Czy tam narodziła
się miłość? To najtrudniejsze pytanie. Ich małżeństwo zaczęło się jako układ
polityczny, ale wspólna katastrofa mogła stworzyć między nimi więź. Nie
zachowały się dowody na wielki romans. Nie mamy listów pełnych namiętnych
wyznań. Mamy raczej obraz dwojga bardzo młodych ludzi, których połączyła cudza
ambicja, a potem wspólny wyrok. Jane nie chciała, by Guildford został
koronowany na króla. To pokazuje, że nie była bezwolna wobec męża ani jego
rodziny. Miała własne zdanie, własną dumę i własne rozumienie władzy. A jednak
w ostatnich dniach ich losy splotły się dramatycznie. Guildford został stracony
12 lutego 1554 roku. Jane widziała lub mogła widzieć jego ciało wracające spod
szafotu. Niedługo później sama poszła na śmierć. Czy płakała po ukochanym mężu?
Być może. Czy była to wielka miłość? Tego nie da się uczciwie stwierdzić.
Bardziej prawdopodobne jest coś subtelniejszego: małżeństwo bez miłości, które
w obliczu śmierci nabrało tragicznej bliskości. Nie legenda romantyczna, lecz
dramat dwojga nastolatków uwięzionych przez politykę dorosłych. Największa
tragedia Jane polegała na tym, że miała wszystko, by stać się jedną z
najwybitniejszych kobiet renesansowej Europy: inteligencję, wykształcenie,
charakter i królewską krew. Ale właśnie ta krew okazała się przekleństwem. Nie
zginęła dlatego, że pragnęła władzy. Zginęła dlatego, że inni uznali, iż jej
pochodzenie, wiara i nazwisko mogą posłużyć do przejęcia tronu.
Lady Jane Grey była więc nie tylko „królową dziewięciu dni”.
Była cudownym dzieckiem Tudorów, uczoną nastolatką, protestancką idealistką i
ofiarą sukcesyjnej intrygi. A jej historia pozostaje tak poruszająca właśnie
dlatego, że w centrum wielkiej polityki widzimy nie bezwzględną królową, lecz
dziewczynę, która prawdopodobnie wolałaby książki od korony.
Komentarze
Prześlij komentarz