Tajemnica Tudorów: dlaczego Henryk VIII nie mógł doczekać się zdrowych synów?
Przez stulecia winą za nieudane ciąże obarczano jego żony. Dziś część naukowców zadaje zupełnie inne pytanie: czy problem mógł leżeć po stronie samego króla?
Historia Henryka VIII zwykle opowiadana jest przez pryzmat
jego sześciu żon, egzekucji, rozwodów i obsesji na punkcie męskiego następcy
tronu. Jednak za politycznym dramatem kryje się jeszcze jedna, znacznie
bardziej mroczna historia - historia niemal nieustannych ciąż kończących się
poronieniami, martwymi porodami lub śmiercią dzieci we wczesnym wieku. To
właśnie ten problem zdominował życie Henryka VIII i w ogromnym stopniu wpłynął
na los całej Anglii. Gdyby Catherine of Aragon urodziła zdrowych synów,
prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do zerwania z Rzymem, reformacji w Anglii ani
małżeństwa z Anne Boleyn. Przez stulecia winą za nieudane ciąże obarczano
głównie kobiety. Dziś jednak coraz częściej pojawia się pytanie: czy problem
mógł leżeć po stronie samego Henryka VIII? I właśnie tutaj historia spotyka się
z medycyną.
Bilans ciąż żon Henryka VIII jest uderzający. Katarzyna
Aragońska była w ciąży prawdopodobnie co najmniej sześć razy. Tylko jedno
dziecko - przyszła Mary I - dożyło dorosłości. Synowie umierali krótko po
narodzinach lub rodzili się martwi. Anna Boleyn również doświadczyła serii
poronień. Urodziła jedynie zdrową córkę - przyszłą Elizabeth I. Szczególnie
dramatyczne było poronienie chłopca w 1536 roku, po którym Henryk niemal
natychmiast stracił zainteresowanie żoną. Jane Seymour jako jedyna urodziła
Henrykowi zdrowego syna - Edward VI - ale sama zmarła wkrótce po porodzie. Pozostałe
żony albo nie zachodziły w ciążę, albo ciąże kończyły się niepowodzeniem. Dla ówczesnego
świata Henryk był po prostu królem „przeklętym” brakiem synów. Dla
współczesnych naukowców ta powtarzalność zaczęła jednak wyglądać podejrzanie.
Jedna z najbardziej znanych współczesnych teorii została
przedstawiona w 2011 roku przez bioarcheologów Catrinę Banks Whitley i Kyra
Kramer. Według nich Henryk VIII mógł posiadać rzadką grupę antygenową krwi
zwaną Kell-positive. Na czym polega problem? Jeśli mężczyzna jest
Kell-positive, a kobieta Kell-negative, pierwsza ciąża często przebiega
prawidłowo. Jednak organizm matki może podczas porodu wytworzyć przeciwciała
przeciwko krwinkom dziecka odziedziczonym po ojcu. W kolejnych ciążach
przeciwciała zaczynają atakować płód. Efektem mogą być: poronienia, martwe
porody, śmierć noworodków, coraz większe problemy z donoszeniem kolejnych ciąż.
I właśnie taki schemat widać u żon Henryka VIII. Najbardziej uderzający
przykład dotyczy Katarzyny Aragońskiej. Jej pierwsze ciąże kończyły się
względnie lepiej niż późniejsze. Z czasem liczba tragedii rosła. Podobny wzór
można zauważyć u Anny Boleyn.
Henryk VIII miał kilka znanych romansów, ale najważniejszą
kochanką była Bessie Blount. To właśnie ona urodziła Henrykowi syna: Henryka
FitzRoya. Dla Henryka było to ogromnie ważne wydarzenie. FitzRoy był zdrowym
chłopcem, przeżył dzieciństwo i został oficjalnie uznany przez króla. Sam fakt,
że Henryk mógł spłodzić zdrowego syna, utwierdził go w przekonaniu, że problem
nie leży po jego stronie, lecz po stronie żon - przede wszystkim Katarzyny
Aragońskiej. Ale sprawa jest bardziej złożona. Dlaczego narodziny FitzRoya nie
obalają teorii Kell-positive? Właśnie przeciwnie, częściowo ją wspierają. W
konflikcie Kell pierwsza ciąża bardzo często przebiega prawidłowo. Problemy
pojawiają się dopiero przy kolejnych ciążach, gdy organizm matki wytworzy
przeciwciała. I rzeczywiście, Bessie Blount urodziła Henrykowi jedno zdrowe
dziecko, nie miała z nim później kolejnych znanych ciąż, co pasuje do modelu
Kell-positive. Po zakończeniu romansu z Henrykiem Bessie wyszła za Gilberta
Tailboysa i wtedy bez większych problemów urodziła kolejne dzieci. To ważna
poszlaka. Jeśli kobieta miała trudności reprodukcyjne wyłącznie z jednym
partnerem, a później rodziła zdrowe dzieci z innym mężczyzną, część badaczy
uznaje to za argument pośrednio wspierający teorię problemu biologicznego po
stronie Henryka VIII.
Autorki
teorii poszły jeszcze dalej. Zasugerowały, że Henryk mógł cierpieć na rzadką
chorobę genetyczną powiązaną z antygenem Kell - zespół McLeoda. To mogłoby
tłumaczyć nie tylko problemy reprodukcyjne, ale także dramatyczną przemianę
samego króla. Młody Henryk był opisywany jako: inteligentny, wysportowany, czarujący,
stabilny emocjonalnie. W późniejszych latach stał się jednak: impulsywny, paranoiczny,
brutalny, podatny na gwałtowne wybuchy gniewu. Niektórzy historycy medycyny
sugerują, że degeneracja neurologiczna mogła wpływać na jego osobowość. Problem
polega jednak na tym, że teoria McLeoda pozostaje bardzo spekulacyjna. Nie
istnieją bezpośrednie dowody genetyczne, ponieważ nie przebadano DNA Henryka
VIII.
Jeśli teoria Kell-positive jest prawdziwa, oznaczałoby to,
że Henryk VIII przez całe życie desperacko karał kobiety za biologiczną
tragedię, której sam był główną przyczyną. I właśnie dlatego ta hipoteza tak
fascynuje historyków. Nie zmienia jedynie medycznych szczegółów życia Tudorów.
Ona całkowicie odwraca narrację o winie, władzy i odpowiedzialności w jednej z
najbardziej znanych dynastii świata.
Komentarze
Prześlij komentarz